Stronę odwiedziło 39787 osób | On-line: 1

Tomasz Ulatowski prowadzi tę stronę:)

Menu

Moim zdaniem

WIELKANOCNE OBYCZAJE... (kwiecień 2013)

Jesteśmy w okolicy Świąt Wielkanocnych, zatem Zdrowych i Radosnych. A tak przy okazji – czy wiecie skąd się wzięły dwa związane z nimi zwyczaje?...

Pisanki – mówi się, że są elementem „pięknej polskiej tradycji”.
Pięknej – a jakże, ale tak naprawdę przywędrowały do nas z południa, być może za sprawą rzymskich legionów zapuszczających się na daleką północ, a może trochę z karawanami kupieckimi. M.in. wspominał już o nich Owidiusz. Ich najstarsze ślady pochodzą jednak nie z Rzymu, ale ze starożytnej Mezopotamii, sprzed ponad 5000 lat. Występowały także w Egipcie oraz Chinach.

Jajka zdobiono w celach magicznych, dla zapewnienia ciągłości świata. Uważano, iż pocieranie nimi chorych miejsc przywracało zdrowie, a dotykanie nimi zwierząt – przyczyniało się do ich lepszej produkcyjności i dorodności. Czym zdobniejsze pisanki, tym silniej miały wykazywać swoje pozytywne właściwości.

Według wierzeń ludów pierwotnych, świat wykluł się z olbrzymiego jaja, które z kolei wyłoniło się z chaosu. Również w mitach śródziemnomorskich przyjmowano, że z jaja powstała Ziemia, a ze skorupy – Niebo. W wielu kulturach podkreślano wspólny „rytm” jaja ze Słońcem, światem, życiem i zmartwychwstaniem.
We wzorach pisanek zawarta jest symbolika i odniesienia do magii – figury geometryczne pierwotnie nawiązywały do nieskończoności. Czerwień i biel były gestem czci domowych duchów opiekuńczych, zaś czerń łączona z bielą – duchów ziemi. Miłość i odradzanie się przyrody wyrażała zieleń, brąz – rodzinne szczęście.

Na terenach Polski pisanki sięgają czasów przedchrześcijańskich – stanowiły ważny element pogańskich obrzędów. Jajko było talizmanem chroniącym przed złem. Na święto Jarych Godów (przejście zimy w wiosnę – równonoc wiosenna) malowanie jajek miało domostwu przynieść nową energię, radość życia, urodzaj i powodzenie na cały kolejny rok. Wraz z nastaniem chrześcijaństwa, zamiast walki i potępienia tego silnie zakorzenionego – jakby nie patrzył guślarskiego – zwyczaju, Kościół postanowił pisanki zaadaptować (podobnie było z bożonarodzeniową choinką), wykorzystując zbieżność ówczesnej miejscowej symboliki jaja z treściami, o których traktuje Biblia – odradzaniem do Nowego Życia.
O tym, jak silne są jeszcze dawne wierzenia i starosłowiańska „jajeczna talizmanologia”, niech świadczy choćby zwyczaj kładzenia pisanek na grobach zmarłych, który przetrwał jeszcze gdzie niegdzie we wschodniej Polsce, w miejscowościach zamieszkałych przez społeczności prawosławne (są to pozostałości dawnego obrzędu Dziadów – tak, tak… tych od Mickiewicza – obchodzonych nie tylko w listopadzie, ale i wiosną).

Śmigus-dyngus – pierwotnie były to dwa oddzielne prastare słowiańskie zwyczaje. „Śmigus” – od „smagania/śmigania” ciała brzozowymi lub wierzbowymi witkami i oblewania go wodą dla wypędzenia starych, złych mocy oraz ogólnego oczyszczenia nie tylko ciała, ale i ducha.
Czynność tę ochoczo wyświadczano sobie nawzajem, niekiedy z taką pasją, że niektórzy woleli jej uniknąć, szukając jakiegoś zamiennika np. poprzez możliwość wykupienia się datkami – najczęściej w postaci żywności, albo garści monet. Słowo „dyngus” pochodzi właśnie od niemieckiego „dingen”, czyli „wykup”.

„Dyngusowaniem” nazywano także wiosenne odwiedzanie domostw w celu zbierania smakołyków od gospodarzy, wywodzące się od starodawnego „włóczebnego” – uprawianego, jak łatwo się domyśleć, zwłaszcza przez uboższe warstwy lokalnych społeczności albo młodzież. Groźba śmigusowego „smagania” i „oblewania” była zatem ze strony domokrążców znakomitym argumentem przyśpieszającym przygotowanie wykupu przez odwiedzanych gospodarzy. W tym miejscu łatwo zrozumieć fuzję obydwu tradycji.

Można dopatrywać się również analogii naszego śmigusa-dyngusa do starożytnych rzymskich luperkaliów, kiedy to w lutym ścigano młode atrakcyjne dziewczęta, by je symbolicznie smagać rzemieniami ze skór zwierząt ofiarnych, co miało zwiastować rychłe zamążpójście. Zatem i śmigus-dyngus być może nie jest naszym rodzimym świętem, a skutkiem obcych wpływów z dalekiego południa oraz wspomnianej aktywności legionów, kupców, albo zakonnych misjonarzy przybywających do nas z Italii – nie tylko z Dobrą Nowiną, ale też wraz z opowieściami o ciekawych wiosennych obyczajach.

Tomasz J.Ulatowski, kwiecień 2013'


-->inne wpisy i felietony w "Moim zdaniem"
-->Powrót do strony głównej

Ksywka*


Tekst*


Przepisz kod*
kod